|
 |
19th May 2009, 09:07
|
#1
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Rothat PvE
|
Altair - Przymierze
Jak dziś pamiętam, kiedy w trójkę spotkaliśmy się w Tortage. Irasen, Dagoth i ja, Schizma.
Amicita Umbra upadła. To był koniec. Kiedy wszyscy inni odeszli, my wciąż kroczyliśmy dumnie przez Hyborię, wierząc, że Król Wygnańców - Wulfryk, kiedyś powróci... że dnia pewnego znów nawiedzi Hyborię i zaspamuje global, że znów w dwójkę odwiedzimy Dolinę Conall i niczym samobójcy rzucimy się na te Imirskie ścierwa... i o dziwo wygramy...
Ale ile można czekać na niemożliwe? Jakieś trzydzieści lat. Kiedy osiągnąłem szlachetny wiek lat sześćdziesięciu zacząłem się zastanawiać. Łudziłem się zbyt długo... Wszyscy się łudziliśmy. I łudząc się do samego końca spotkaliśmy się tam, blisko bramy Klejnotu Wysp Baracha, na łące usianej kwiatami.
Nasze rumaki kroczyły równo obok siebie, my milczeliśmy, kołysaliśmy się ospale w siodłach wpatrzeni w długie grzywy naszych koni, w ziemię... w cienie przeszłości.
Nadszedł czas zmian.
'Schizma, Ty będziesz królem. Tak, Schizma. Dobrze... Dziękuję. Wszyscy jesteśmy równi. Razem podejmujemy wszelkie decyzje. Tak. Wszyscy będziemy mieć takie same prawa, dostęp do wszystkiego. A nazwa? Pod jakim sztandarem będziemy kroczyć? Bractwo... Bo nie jesteśmy przecież niczym więcej... Tak, Bractwo... Bractwo...'
Wulfryk, Król Wygnańców umarł. Amicita Umbra umarła... Ostatni trzej umbryjczycy, Irasen, Dagoth i Schizma... umarli.
|
|
|
|
|
|
19th May 2009, 21:11
|
#3
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Mephisto's Army
Rothat PvE
|
Przemierzając kontynent w poszukiwaniu siedliska stanęliśmy u stóp Gór Eiglofiańskich.
-"Cholerna północ, to raczej dobre dla truposzy Dagotha" - Schizma splunął pod kopyta konia.
-"Trzeba było się nie zakładać kto więcej klamackiej wypije albo chociaż mi pozwolić się z nim zmierzyć, to byśmy się teraz wygrzewali w południowym słońcu." - uśmiechnąłem się krzywo.
Wraz z powiewem mroźnego wiatru do naszych uszu dotarł szczęk oręża i okrzyk bojowy starszy niż legendy naszych przodków. Na Croma! Rodak w potrzebie i to w tych dzikich bezdusznych ostępach.
-"Za mną Psy ! Na Croma!" - ryknąłem.
Pognaliśmy nasze konie, by ujrzeć jak potężny strażnik ostatkami sił broni swych umierających towarzyszy przed atakiem hyperborejskich żołdaków. Z pieśnią bojową na ustach ruszyliśmy galopem zrywając co do jednego łby agresorów.
-„Conarch, ostrzeżcie Conarch, że te Ymirskie ścierwa przygotowują przedpole do wojny. Hyperborea ruszyła i niedługo stanie u naszych palisad…”
-„Rozstawiajcie obóz ! Wystawić straże i posłać po Schizmę inaczej krew tego człowieka przeleje się na marne! I niech mi, który na koń wskakuje i choćby zakatować miał za trzy dni najpóźniej ma być w Conarch! A Ty leż spokojnie już posłaniec jedzie by Twe zadanie dokończyć, postaram się byś jeszcze stoczył kilka bitew zanim Crom Cię wezwie do siebie a i mocniejszy uzdrowiciel niedługo do obozu zawita.”
Jakież było zaskoczenie Schizmy gdy przyszło mu leczyć przyjaciela swego co ze swymi druhami nie raz u boku jego z mieczem w dłoni stawał. Z dnia na dzień w strażniku widać było coraz więcej siły. Coraz częściej uciekał myślą ku przyjaciołom poległym tu na tej ziemi i tym, z którymi los go rozdzielił gdy tropiła ich hyperborejska falanga.
-„Nie lękaj się Pawelunie, odnajdziemy tych, którzy przeżyli, chodź z nami szykować się do walki.”
I tak ruszyliśmy znów przez Hyborię w poszukiwaniu ocalałych z drużyny nowego Przyjaciela. Jeden po drugim przyłączali się do nas i znów nigdy nie musieli zmierzać sami do celu.
A tymczasem nastała wiosna i posłaniec oddziału Dagotha przynosił wezwanie do powrotu. Nadszedł czas by zbudować nowy dom…
|
|
|
|
|
|
21st May 2009, 13:04
|
#4
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Rothat PvE
|
cd...
Bagna Purpurowego Lotosu. Jakież było zaskoczenie całej kompanii, kiedy nagle pustynia zamieniła się w błotnistą, wonną orientalnymi zapachami breję. Drzewa były ogromne, majestatyczne, niczym żywe pomniki natury. I te wrzeszczące z każdej strony ptaki. To tak jakby ptactwo nie zlatywało w dół, by odpocząć wśród liści, ale jakby konary, niczym olbrzymie ramiona ściągały ptactwo z nieba. Sępy odleciały. Skorpiony zakopały się w piaskach pustyni, hieny czmychnęły, a miejsce ich zajęły dziwaczne, ptako-podobne istoty, których budowa nasuwała wątpliwości, co do lotności tych stworzeń.
- Jestem w domu… - szepnął Dagoth, a potem galopem ruszył ku północnej skalnej ścianie, po chwili znikł gdzieś pomiędzy majestatycznymi konarami.
Reszta niespiesznie ruszyła za nim. Pawelun drzemał w siodle, a Edremel nucił pod nosem kolejną sprośną piosenkę. I chyba była to piosenka dużo bardziej sprośna niż poprzednie, bo nawet Eli oderwała się na moment od swojego ulubionego zajęcia, jakim było odoganianie mieczem moskitów, by rzucić mu swoje ulubione ‘nie igraj’.
Kaya i Schizma zostali daleko w tyle. Zbierali zioła. Kapłanka tłumaczyła szamanowi - co było dość dużym paradoksem - które rośliny ma zbierać, i biła go po niezgrabnych łapach, gdy z szerokim uśmiechem na twarzy przynosił z lasu zupełnie coś innego. Tylko od czasu do czasu wynurzali się z gęstwiny i wrzeszczeli na zmianę ‘gdzie jesteście?!’, a coraz bardziej poirytowany Grayhawk zawracał, pokazywał się gdzieś między drzewami i mruczał pod nosem „cholerna szlachta…”
Tomusan, Cruentus i Hodiron nie zaprzestali swojej – Crom jeden wie o czym - dyskusji, nawet kiedy udali się na stronę. Pozbywali się tak, co godzinę nadmiaru alkoholu tylko po to by zaraz wlać w siebie jego kolejną porcję. Nie zaprzestali swojej dyskusji do momentu, aż ryknęli śmiechem.
- Ha! Znów wygrałam! – Krzyknęła rozbawiona Eli.
- Cholera! Paw, nie mogłeś ujechać jeszcze dwustu metrów?! – Narzekał Edremel, próbując podnieść oszołomionego strażnika. – Dlaczego zawsze spadasz z siodła nie wtedy, kiedy trzeba? Ech, Ty zakuty łbie…
- Ed, wyskakuj z miedziaków!
- Eli… a może… Eee, raty? – słodkie spojrzenie małego, porzuconego kotka spotkało się ze wzrokiem rozwścieczonego, górskiego rysia – No dobra, Paw, pożyczysz?
- Ja?! Kosztem mojego stłuczonego krzyża się bawisz, i jeszcze…
- Jesteśmy na… na miejscu – powiedział Dagoth, który pojawił się znikąd.
- W Cymmerii zachody słońca nigdy nie były tak piękne...
- Doprawdy? – Spojrzał na Schizmę, potem na mury ich miasta. Na twarzy Dagotha zagościł spokój. Zawsze objawiał się tym samym, zmrużone oczy i prawy kącik ust uniesiony lekko w górę. Nigdy nie lubił mówić o rzeczach oczywistych, dlatego nie komentował również teraz. Razem przedzierali się przez śniegi cymmeryjskich gór, razem zwiedzali Hyboryjską stolice biedy, zepsucia i kultury, a teraz razem powrócili do Stygii - ojczyzny Dagotha, ojczyzny zachodzącego słońca…
|
|
|
|
|
|
25th May 2009, 11:23
|
#5
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Rothat PvE
|
Szczegóły
Pora na małą porcję informacji
Jeśli czytaliście nasze powyższe wypociny (które dały nam niezwykle dużo radości i śmiechu  ) zdarzyliście się zapewne zorientować w sytuacji.
Altair - Przymierze nie jest nowa gildią. Przymierze to połączone siły Bractwa i Dzikich Psów Croma, a także niewielkiej części ekipy z Never Walk Alone.
Co oferujemy?
Nie jest nas może zbyt wielu ale za to mamy fajną, zgrana ekipę, zawsze udzielamy pomocy młodszym i nie gonimy za wciąż nowymi przedmiotami (choć też nimi nie gardzimy  ). Nasza gra opiera się na współpracy i wzajemnym wsparciu. I przede wszystkim na dobrej zabawie.
Posiadamy też miasto na poziomie T1, wybudowana jest całość, nawet mury wewnętrzne i zewnętrzne. Na T2 mamy póki co skarbiec i warsztat płatnerski. Nad reszta pracujemy.
Czego wymagamy?
Kultury osobistej i wspólnej gry. To chyba niewiele
Kontakt.
Zainteresowaliśmy Cię?
Skontaktuj się z nami w grze lub na forum - jest tam pokój o nazwie 'sale gościnne'.
Oto ludzie, do których należy pisać w grze:
Schizma, Dagoth, Irasen, Edremel, Pawelun, Ashram.
Zapraszamy.
|
|
|
|
|
|
14th June 2009, 13:41
|
#6
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Rothat PvE
|
cd
Czas uraczyć was kolejnymi fragmentami naszej opowieści. Autorów jest oczywiście kilku
---------------------------
Był ciepły letni wieczór. Jak wszystkie zresztą na Bagnach Purpurowego Lotosu.
Dagoth przechadzał się po mieście swojej gildii. Doglądał budynków, sprawdzał zapasy budulca, snuł plany na przyszłość... Ten wieczór jednak nie był jak inne. Dagoth czuł brzemię decyzji, którą będzie musiał niedługo podjąć.
Minęło wiele lat od założenia Bractwa; wiele się od tamtego czasu wydarzyło. Którejś jesieni, jakieś 30 lat temu, podczas zwiedzania Sanktuarium Płonących Dusz Dagoth znalazł stary acheroński rękopis. Opisywał on sposób otwarcia bramy do innego świata. Zapiski były niekompletne, a wiele z zawartych w rękopisie informacji okazało się błędnych.
Po miesiącach żmudnych poszukiwań i eksperymentów Dagothowi w końcu udało się ustalić szczegóły budowy bramy i rytuału otwierającego drogę w nieznane. Problem polegał na tym, że nie wiadomo było czy brama działa dwukierunkowo i czy będzie możliwy powrót do Hyborii, a jeśli tak to po jakim czasie?
Do momentu, w którym gwiazdy i planety będą w odpowiednim porządku do "otwarcia" pozostało już tylko kilka dni. Dagoth zadawał sobie pytanie: Przejść przez bramę w nieznane czy nie ryzykować jednak i pozostać w domu?
Nekromanta usiadł na szczycie zachodniej wieży Skarbca i obserwując zachód Słońca bił się z myślami...
Dagoth
|
|
|
|
|
|
14th June 2009, 13:45
|
#7
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Rothat PvE
|
I od razu następny fragment, również by Dagoth
-------------------------------------------
Nastał w końcu dzień kiedy planety i gwiazdy osiągnęły właściwą konfigurację. Dagoth ustawił wszystkie elementy bramy w odpowiednich miejscach i, z zapartym tchem, obserwował jak przestrzeń w kamiennym kręgu zaczyna się zakrzywiać otwierając przejście do innego świata... Śródziemie - mruknął pod wąsem Dagoth. Może ta kraina okaże się ciekawsza niż brutalna Hyboria?
Czarne serce Dagotha drgnęlo przez chwilę, jakby odczuwało żal... Niee, to niemożliwe - powiedział do siebie Dagoth. Wspomniał przyjaciół, z którymi spędził lata w Hyborii, ogarnął wzrokiem miasto, którego był przecież architektem i... przekroczył bramę.
- Do zobaczenia! Jeszcze tu wrócę!
Dagoth
|
|
|
|
|
|
19th June 2009, 07:46
|
#9
|
|
Bear Shaman Cimmerian
Mephisto's Army
Rothat PvE
|
cd... By me ;)
Zaczynał się kolejny dzień, od czasu gdy Dagoth rozpoczął swoją mistyczną podróż. Komnaty warowni wreszcie poznawały co to znaczy świeże powietrze odkąd nie wałęsały się po nich hordy nieumarłych sługusów. Sala biesiadna powoli budziła się do życia. Wygrzebawszy się spod skór i kocy poczułem natchnienie, które rzadko do mnie przychodziło ostatnimi dniami. Noc, ach ta noc… godna bohaterów, królów ba bogów nawet. Wino, młódki i najlepsze mięsiwa. Tak się świętuje. Oj tak…
-„Na Croma !” – wrzasnąłem – „Który z was sukinsyny ośmielił się tknąć moją cytrę ?! Nogi z dupy powyrywam jak się dowiem !”
-„Ciszej tam łeb mi pęka!” – Odezwały się jęki z lewa i prawa. Zacząłem je liczyć, Paw, Asterix, Fantagiro, Lucass ech Toma jak zwykle nie ma. Kaya też gdzieś już zniknęła.
-„Szchmizmaaaaah”- Hodiron potężnie ziewnął próbując złożyć proste zdanie. Dobry, stary Hodi wreszcie dochodził do siebie. W końcu to i jego promocję tak świętowaliśmy.
-„ Hodi na vanirskie ścierwa przestań się tulić do tej baraniny i mów jak człowiek.” – rzekłem desperacko wylewając kubeł na jego zarośnięty łeb.
-„Schizma… nie pamiętam, ale coś tam bredził, że ballady dla Eli będzie śpiewał, że ją rozkocha w sobie czy coś. Potem zniknął a nocą coś wyło jakoby wieprze zarzynali…”
Już pędziłem w stronę komnat Schizmy. Niech no tylko znajdę mój drogocenny instrument u niego to się krew poleje. Stanąłem jak wryty. Oto w przedsionku komnaty leżała ona. Strzaskana, zbezczeszczona, wyginająca swe wiotkie struny w ostatnim tchnieniu.
-„ Ty synu stygijskich ladacznic, ty gnoju psów Ymira, ty parszywy…” – słów mi zabrakło, po tym co ujrzałem gdy rygle poddały się któremuś z kolei kopnięciu.
Na środku komnaty po podłodze turlały się dwa pokraczne niedźwiedzie. W końcu ten drobniejszy dosiadł okrakiem swojego przeciwnika i pisnął:
-„Mam cię wreszcie ty mój grizzly, a teraz rycz. A gili gili gili gili.”
-„A nie masz…” – wielki niedźwiedź przeturlał się na małego przygniatając go całym swoim cielskiem – „Błagaj o litość!”
Miśki były tak zajęte sobą, że nawet nie zwróciły uwagi na mnie stojącego z pianą na ustach i zniszczoną cytrą w dłoni.
Głosy hmm te głosy skąd ja je… Ryknąłem tak gromkim śmiechem, że cała twierdza zleciała się zobaczyć co się dzieje.
Mały misio wreszcie mnie zauważył i z piskiem schował się do najbliższej szafy.
-„Ed na jaja Croma CO TY TUTAJ, eeeee no bo wiesz ja chciałem się nauczyć aaaale chyba mi nie szło, CZEGO RŻYSZ JAK POITAŃSKI KUCYK ???” – głowa niedźwiedzia nagle opadła ukazując rudą czuprynę Schizmy.”
-„Nic, nic buhehehehm ja tylko szukałehehehem mojej cyhyhyhyhytry. Ale po tym co tu widziałem dochodzehehehehę do wniosku, że po pijahahahahahaku musiałem ją gdzieś zguhuhuhuhubić.”
-„TO IDŹ SZUKAĆ WCZORAJSZEGO DNIA GDZIE INDZIEJ I DO ROBOTY!! GRANIT NA ROZBUDOWĘ TWIERDZY SAM SIĘ NIE ZBIERZE !! I ZABIERZ ZE SOBĄ TĄ RECHOCZĄCĄ HAŁASTRĘ ! PRZED WIECZERZĄ POD MURAMI MA LEŻEĆ PIĘKNY GRANITOWY KURCHAN !!”
-„No dobra… ale i tak mi wisisz instrument…”
Nigdy dotąd nie pracowało się nam tak wesoło…
|
|
|
|
|
|
| Thread Tools |
Search this Thread |
|
|
|
Posting Rules
|
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts
HTML code is Off
|
|
|
|
|